Miesiąc: Sierpień 2018

Pata Negra

Pierwszy raz do Rode przyjechałem w wieku 18 lat i od razu poczułem się jak w wiosce Spartan. Idąc w skały mijało się samych napakowanych i opalonych gladiatorów. Wydawało się, że co drugi uciekł z planu „300”, brakowało im tylko hełmu i włóczni. Chwilę później, po zejściu do doliny sytuacja się nieco wyjaśniła. Patrząc po raz pierwszy na morze przewieszeń i dachów przecinających porozrzucane po okolicy groty zrozumiałem, że bez tych wielkich bicepsów i kaloryferów niemal niemożliwe wydaje się poruszanie po tutejszych drogach.

Las Ventanas Del Mascun. Wzdluż dachu z prawej strony biegnie Pata Negra

Las Ventanas Del Mascun. Wzdluż dachu z prawej strony biegnie Pata Negra

Taktyka zawsze była jednak moją mocną stroną, więc dość szybko odepchnąłem na dalszy plan kompleksy (ja, jurajski chudzielec) i sprawnie obrałem cele na ten i przyszłe wyjazdy. Żadne tam atletyczne dachy tylko średnie przewieszenia i wytrzymałościowe maratony. I tak lata mijały, a do mnie dotarło, że nie tędy droga. Zamiast jeździć do Ceuse i Oliany polubiłem „Ventanasy”, Sperlonge, lodówki w Ospie, a na Jurze Mamutową. Zrozumiałem, że trening i rozwój sportowca powinien wychodzić od słabych stron, a moim mottem stały się takie banały jak „jeśli musisz robić coś czego nie lubisz, to najlepiej to pokochaj”. No dobra, zawsze lubiłem przewieszenia ale nie bez przyczyny moje pierwsze VI.7 było na Cimach 😉

Drugi, najtrudniejszy bulder. Próba z zeszłego roku. Fot. Maciek Ostrowski

Drugi, najtrudniejszy bulder. Próba z zeszłego roku. Fot. Maciek Ostrowski

Ale do rzeczy. W czasach gdy już sprawnie przemieszczałem się po drogach z okolic 8b-8b+, nawet w Rodellarowych przewieszeniach, słynna Pata Negra nadal wydawała mi się czymś nie do zrobienia. No bo niby jak miałbym pokonać 35 metrowy dach i to w okolicach mojego maksa. A jednak. Obliczenia (2x 8c, kilka VI.7 w tym jedna w dachu) skłoniły mnie 2 lata temu do „kontrolnych” wstawek. Droga okazała się dokładnie taka jak przypuszczałem. Trudna i nie w moim stylu. Ale nie poza zasięgiem. Niestety była to już końcówka wyjazdu, plan był zrealizowany, a te kilka wstawek w Pate traktowałem raczej jako zasiew pod przyszłoroczne zbiory.

Trzeci z ostatnich pięciu ruchów. Próba z zeszłego roku. Fot. Maciek Ostrowski

Trzeci z ostatnich pięciu ruchów. Próba z zeszłego roku. Fot. Maciek Ostrowski

Rok temu, po 2 tygodniowym pobycie w Tarnie (to był pierwszy błąd!) ląduję pod Patą żeby się dowiedzieć, że urwały się dwie klamy. W pierwszym i drugim baldzie. Ale co z tego?! Przecież teraz jestem gotowy, silny i nawet stojąc w oddali i w odpowiednim świetle mógłbym odegrać jednego z „300”. Tego najchudszego, zwiadowcę. Nie czekając zabrałem się do roboty i już po kilku wstawkach zacząłem zbliżać się do sukcesu. W okolicach 10-12 próby przyszedł super warun, a ja spadłem nieopodal kończącej trudności klamy (aka „wafel”). Niestety, warun odszedł, a z nim forma i pewność siebie. W najlepszej próbie „pacnąłem” wafel i wiedziałem już, że więcej z siebie nie wyciągnę (błąd nr2).

Wejście w końcową sekwencję. Fot. dhclimbing.com

Wejście w końcową sekwencję. Fot. dhclimbing.com

Jak już się domyślacie koniec tej przydługiej historii miał miejsce w tym roku, a dokładnie przedwczoraj. Lądując w Rodeo już pierwszego dnia spadam 4 ruchy od wafla i w każdej kolejnej próbie dokładam po jednym ruchu, by w końcu, z lekkim spokojem (nie mylić z zapasem!) zajebać do wafla 😉 Jeszcze tylko 10min na ostatnich 5 metrach ( tętno 190) i wpinam się do łańcucha…

Mała część dużej, tegorocznej ekipy w Rode. Oglądamy Puchar Świata ;)

Mała część dużej, tegorocznej ekipy w Rode. Oglądamy Puchar Świata 😉

Wielki okrzyk radości, ogromny banan na gębie i zjeżdżam na ziemię. Już mam iść zbijać piątkę z ekipą gdy nagle wszystkie te emocje, począwszy od pierwszego spojrzenia 12 lat temu, przez stwierdzenie „paty to nigdy nie zrobię”, pierwsze próby, minięcie się z gąską rok temu, walenie serca przed każdą próbą w tym roku i wszystkie pytania przed wyjazdem („ale patę to zrobisz, co nie?”), powodują jakieś zwarcie w korze mózgowej i zaczynają mi płynąć łzy… Serio, z tej strony nawet sam się jeszcze nie znałem 😉

Pata Negra 8c RP. Choć po wspomnianych obrywach raczej nieco więcej, 8c/c+ wydaje się odpowiednie (konsultując temat z lokalsami i innymi aspirantami/pogromcami linii) biorąc pod uwagę, że większość mojej walki z drogą nie była bojem fizycznym, a raczej zmaganiem mentalnym. Nie życzę nikomu z Was tak ciężkiej przygody z drogą, ale na pewno te 5min po wpięciu do łańcucha jest obecnie najcenniejszym wspinaczkowym doznaniem jakie mi się przytrafiło.

No i na koniec podziękowania! Dla najlepszej polsko-hiszpańsko-słoweńsko-międzynarodowej ekipie dopingującej na Ventanasach! To ten doping uczynił przejście tak magicznym. Maćkowi i Piotrkowi za super zdjęcia. Sponsorom za wsparcie, no i mojej ukochanej Ewci za to, że tuż przed pójściem na opalanie zaczekała chwilę by obejrzeć wstawkę ❤ I od początku we mnie wierzyła.

;)

😉